Koronawirus, a fotowoltaika.

Napisano dnia: 25 lutego, 2020

Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć co to jest koronawirus i skąd się wziął. Jakie są skutki koronawirusa i fotowoltaiki ? Gdy po raz pierwszy usłyszeliśmy o nowym koronawirusie, którego epicentrum znajduje się w jednym z miast w Chinach jakim jest Wuhan, nikt nie spodziewał się tego, co się stanie za 2 miesiące z rynkiem fotowoltaicznym (i nie tylko). Jest ostatni tydzień lutego, a hurtownie świecą pustkami – większość modułów została wyprzedana. Gdzieniegdzie trafiają pojedyncze sztuki lub moduły full-black (całe czarne), na które nie ma aż takiego popytu. Oczywiście, moduły znanych i renomowanych firm są jeszcze dostępne, jednakże cena ich sprawia, że decydują się na nie tylko osoby, które chcą wyłącznie mieć panele firmy X.

Przecież przedstawiciel mówił, że moduły produkowane są w Niemczech …

Jak często słyszycie ten tekst? Moduły, o których zapewnia przedstawiciel handlowy mogą być co najwyżej projektowane w Niemczech. Prawda jest taka, że produkcja ich odbywa się w miastach Azji, a w szczególności w Chinach. Powód jest prosty – łatwy dostęp do krzemu oraz tania siła robocza. Oczywiście, nie popadajmy w paranoję, nie każdy panel przechodzi przez rączki Azjaty. Dodatkowo, nikt nie powiedział, że każdy chiński panel jest słabej jakości. Tu raczej chodzi o straty moralne i poczucie, że dało się zrobić w przysłowiowego „balona”. Wielu naszych klientów niebyło świadomych tego, co się dzieje na rynku fotowoltaicznym. Po wywiadzie z klientem oraz przeanalizowaniu oferty, którą klient otrzymał, możemy stwierdzić, że nie każda firma fotowoltaiczna wie co sprzedaje… lub nie chce wiedzieć.

Moduł firmy „X”, a naklejka na module firmy „Y” ?

To nie jest żart, chociaż patrząc na to z boku można się uśmiechnąć. Pewien proceder, który od jakiegoś czasu zagościł na Polskim (i nie tylko) rynku fotowoltaicznym, jednakże na szczęście nie jest (a w zasadzie nie był) na tyle powszechny, aby stwierdzić, ze jest to plaga. To się dzieje naprawdę…  moduły przyjeżdżają do firm jako „no name”, a na drugi dzień w ofercie firmy znajduje się świeżutki panel firmy „Z”. Klient zadowolony, sprzedawca zadowolony, a za jakiś czas wychodzą „kwiatki” na dachu… Przy obecnym zapotrzebowaniu na panele oraz ich brakiem, takie sytuacje zdarzają się coraz częściej. Tylko w ostatnim czasie, kilkunastu naszych klientów uratowaliśmy przed ofertą z modułami „nieznanych – znanych” marek. Niestety, jak szybko rośnie liczba ofiar koronawirusa, tak szybko wzrasta ilość takich przypadków u naszych klientów.

Jeśli jesteś zainteresowany inwestycją w mikroinstalację fotowoltaiczną, ale nie wiesz od czego zacząć lub otrzymałeś zbyt dużo ofert i nie wiesz, którą wybrać. Sprawdź naszą ofertę lub napisz do nas a na pewno Ci pomożemy.

Przy odpowiednio dobranej instalacji, średni zwrot za instalację to nawet 5 lat – z KIELGO jest to możliwe!

 

Inne wpisy: